Ta pierdolona nostalgia, czyli od serca o BG3

Zazwyczaj ciężko jest zdobyć się na jakiekolwiek przemyślenia odnośnie dopiero co zapowiedzianej gry, o której tak naprawdę nie wiadomo jeszcze nic. No może z wyjątkiem tytułu. I to właśnie o ów tytuł się tutaj rozchodzi: Baldur’s Gate III. Powtórzę: BALDUR’S GATE III. To jest wiadomość, obok której zwyczajnie nie sposób przejść obojętnie. Zwłaszcza jeżeli ma się ponad 30 lat na karku, a swoje pierwsze kroki w nerdowskim światku stawiało się mając za przewodnika poprzednie części tegoż cyklu.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że do całej serii Wrót Baldura mam dość osobisty stosunek. Cienie Amn były pierwszym eRPeGiem, w jakiego dane mi było zagrać (tzn. ze świadomością, że jest to właśnie gra z tego gatunku). Początkowo jechałem na pożyczonych od kolegi pirackich płytkach, ale tak bardzo zachłysnąłem się tym tytułem, że błyskawicznie zainwestowałem dziecięce zaskórniaki w błyszczącego Big Boxa od CD Projektu (nie wiem czy to nie była przypadkiem moja pierwsza ORYGINALNA gra). Do dziś pamiętam ciężki szok, jaki przeżyłem przeżyłem, gdy po wyjściu z lochów Irenicusa nagle zorientowałem się jak wielki jest ten świat – że tak naprawdę jestem dopiero na początku całej fabuły. Wrażenie nie do podrobienia i (niestety) nie do powtórzenia. Ech stare, dobre czasy… Nostalgia… Właśnie – ta pierdolona nostalgia.

Kiedy jakiś czas temu zaczęły się szerzyć plotki jakoby Larian pracował nad nową grą z cyferką ‘3’ w nazwie, to szczerze powiem, że osobiście dużo mocniej trzymałem kciuki za kontynuację rewelacyjnego Original Sin 2, aniżeli za wielki powrót Baldurów. Od wydania poprzednich Wrót minęło już prawie 20 lat, a człowiek się przyzwyczaił, że traktuje jedynkę i dwójkę (wraz Tronem Bhaala oczywiście) jak skończony, zamknięty cykl. Ewentualne wznowienie serii po takim czasie wydawało mi się jawnym skokiem na kasę i po prostu chęcią dorobienia się na wciąż kultowej w pewnych kręgach marce. A potem przyszło tegoroczne E3 i oficjalne potwierdzenie: Larian robi Baldur’s Gate 3!

Zatem za obejrzenie powyższego trailera zabierałem się z mieszaniną rozczarowania i niepokoju. Sam teaser (bo raczej tak należałoby to nazwać) o grze nie mówi niemal nic: ot nadchodzą Łupieżcy Umysłów, strzeżcie się! Nie ma słowa o gameplay’u, powiązaniach z poprzednimi częściami, dacie wydania. Ale przyznaję się bez bicia: gdy zobaczyłem rycerza z charakterystycznym symbolem Zakonu Płomiennej Pięści, a na koniec wjechało logo BG3, to zrobiło mi się naprawdę ciepło na moim nerdowskim serduszku. W jednej chwili cała ta wieloletnia nostalgia uderzyła we mnie z pełną mocą, a ja nie miałem w tym starciu najmniejszych szans. Dotychczasowe wątpliwości przestały mieć znaczenie, bo od tej chwili na pierwszy plan wysuwała się już tylko jedna kwestia. Życzenie, które najprościej jest wyartykułować prostymi słowami: Larian, nie spierdolcie tego!

Czy jednak to wszystko oznacza, że dotychczasowy sceptycyzm nagle stał się bezpodstawny? Absolutnie nie – zmieniło się jedynie moje prywatne nastawienie. Jak wspomniałem – nadal o samej grze niczego nie wiemy. To wciąż może się okazać bezczelny skok na kasę z użyciem niebezpiecznego narzędzia, jakim niewątpliwie jest nostalgia. Ba – jestem wręcz przekonany, że przynajmniej po części tak właśnie jest! No bo czy poprzednie odsłony skończyły się w taki sposób, że trzeba było do tej historii coś dopowiadać? Czy pozostawiły po sobie niepodomykane wątki, które przez lata spędzały fanom sen z powiek? Nic bardziej mylnego! Zatem jedynym sensownym powodem wskrzeszenia całej marki jest chęć zarobienia na niej pieniążków. Bo przecież Larian mógłby po prostu stworzyć własnego izometrycznego RPGa bazującego na mechanice piątej edycji DeDeków i rozgrywającego się w świecie Forgotten Realms. Opowiedzieć w nim swoją historię i nazwać go jakkolwiek. Tylko po co, skoro można osadzić fabułę w okolicach Wrót Baldura, dać kilka nawiązań do wydarzeń sprzed wielu lat i wydać jako BG3? Takie zagranie z miejsca zapewnia ogromny hype i rozgłos, na jaki żadna inna produkcja tego studia na starcie nie mogłaby liczyć. Czysty biznes!

Uderzanie w nostalgię potencjalnych odbiorców danego dzieła/produktu jest zresztą w ostatnich latach nagminną strategią marketingową. I nie mówię tu tylko o grach komputerowych, ale o zasłużonych markach w ogóle. Disney kilka razy do roku wyrzuca z siebie aktorskie wersje swoich dawnych animacji i reaktywuje po latach Gwiezdne Wojny (zarabiając na tym wszystkim miliardy USD). Nokia (a w zasadzie już Microsoft) wydaje odświeżoną odsłonę kultowego modelu 3310, a na półki polskich sklepów po latach niebytu wraca Frugo czy EB. Że o współczesnych wydaniach dawnych konsol w stylu SNESa Mini czy PlayStation Classic nawet nie wspomnę. Z góry wiadomo, że znana marka przynajmniej na moment przyciągnie uwagę potencjalnego klienta. A jeżeli jeszcze posiada on dobre wspomnienia z nią związane, to w zasadzie już wpadł w sidła producenta. Najgorsze w tym całym procederze jest to, że sama świadomość bycia w ten sposób dymanym zazwyczaj wcale nie prowadzi do przerwania owego procesu dymania – czyni go jedynie dymaniem świadomym.

No dobra, ale co w takim razie z tym BG3? Może spróbować obrazić się na fakt, że ktoś śmie tak bezczelnie wykorzystywać tę legendarną serię i po prostu się na to wszystko wypiąć? Na to pytanie każdy z nas musi sobie odpowiedzieć samemu. Ja osobiście zamierzam dać tej inicjatywie szansę – głównie dlatego, że za wszystkim stoi wspomniany Larian. Mam z tym studiem same dobre doświadczenia, a ich Divinity: Original Sin 2 to jedna z najlepszych gier, w jakie miałem okazję w ostatnich latach zagrać. A jest to – co za zbieg okoliczności! – klasyczny eRPeG z epicką historią. Zwyczajnie więc liczę na to, że ci ludzie posiadają odpowiednią wiedzę oraz doświadczenie, aby dać nam godnego następcę Wrót Baldura. Nawet jeżeli ich motywacje wynikają – w pierwszej kolejności – z czysto ekonomicznych pobudek. I abstrahując już od kwestii technicznych – poniższy filmik jasno pokazuje, że Larian jest w pełni świadomy wagi zadania, jakiego się podjął ;)

Prywatnie liczę więc po prostu na to, że będzie to na tyle dobra gra, iż okaże się godnym kontynuatorem serii Baldur’s Gate. Dla mnie równie dobrze ten eRPeG mógłby się nazywać kompletnie inaczej, ale w pełni rozumiem co stało za podpięciem się pod znany legendarny brand. Powtórzę więc mój apel z jednego z poprzednich akapitów: Larian, nie spierdolcie tego!

Na koniec krótko o moich własnych oczekiwaniach względem samej gry. Co takiego chętnie zobaczyłbym w Trzecim Baldurze? Skoro jednym z głównych wątków mają być Łupieżcy Umysłów, to naturalnym sojusznikiem w walce z nimi są githyanki – fajnie byłoby więc zagłębić się nieco bardziej w ich społeczność. Do tej pory ta rasa zwykle przedstawiana była jako przeciwnicy głównego bohatera, więc taki sojusz z nimi od początku do końca historii wniósłby coś nowego. A jeżeli przy tej okazji mielibyśmy szansę dokładniej zwiedzić Podmrok czy jakieś inne Sfery, to tym lepiej! Od strony technicznej raczej oczekuję izometrycznego eRPeGa, ale w zdecydowanie odświeżonej formie (względem poprzednich Baldurów). Dodatkowo fajnie by było, gdyby część mechanik z serii Original Sin znalazła swoją implementację w BG3. Bardzo dobrze działało tam chociażby korzystanie z zaklęć poza walką – zwłaszcza teleportacja potrafiła czynić cuda podczas eksploracji mapy oraz przygotowywania pola pod bitwę. A obecność różnych rodzajów podłóż (lód, kwas, ziemia, olej etc.) i możliwość wpływania na nie przy użyciu czarów/przedmiotów znacznie rozbudowuje możliwości taktyczne podczas walki.

Czego na pewno bym nie chciał, to jakichś bardzo mocnych, tworzonych ewidentnie na siłę powiązań fabularnych z poprzednimi częściami. Jako, że BG3 ma bazować na piątej edycji DeDeków, to wychodzi na to, iż w świecie Forgotten Realms minęło ponad 100 lat od wydarzeń z Cieni Amn. Czyli jakieś drobne smaczki w postaci kilku NPCów lub krążących po krainach opowieści o pewnym pomiocie Bhaala są jak najbardziej na miejscu. Ale absolutnie nic poza tym – niech ta gra będzie miała swoją historię, która będzie potrafiła bez problemu utrzymać się na własnych nogach.

Na zakończenie nie pozostało mi już nic innego, jak po raz trzeci (i ostatni) wznieść swoje zawołanie. A więc wszyscy razem: LARIAN, NIE SPIERDOLCIE TEGO!



PODAJ DALEJ:

FacebookTwitterWykop

2
Napisz poniżej autorowi, że życzysz mu, aby strzała w kolano pokrzyżowała jego publicystyczną karierę. Albo w inny sposób skomentuj tekst:
(musisz być zalogowany/a)

najnowsze najstarsze najlepsze
Łoś
NPC

Porywanie się na legendę to świętokradztwo które ludzie łatwo wybaczają: wystarczy, że tego nie spierdolą i wszyscy będą zadowoleni. Jeżeli spierdolą… cóż, udamy że ta gra nigdy nie wyszła. A jeżeli, szansa jeden na milion, spełnią swe obietnice to wejdą do panteonu i za dwadzieścia lat będą się pod nich podpinać. Cykl życia, jak on nieuchronny! Co może pójść nie tak?